Przychodzisz na świat i pierwsze, co słyszysz, to: nie wolno, nie rób tak, nie zachowuj się tak. Dorośli mówią ci, które szuflady możesz otwierać, a których nie możesz. Które drzwi możesz otwierać, a których nie możesz. Do którego pokoju możesz wejść, a do którego nie możesz. Dorośli mówią ci, że masz być grzeczny. Masz być miły. Masz być ułożony. Dorośli nie pozwalają ci na wyrażanie negatywnych emocji. Uciszają cię. Uspokajają cię. Powtarzają, że tak nie można. Że tak nie wypada. Że nie dostaniesz nowej zabawki. Że nie będziesz mógł obejrzeć ukochanej bajki. Że nie przyjdzie Mikołaj. Albo że zabierze cię Cygan. Lub w najgorszym wypadku Baba Jaga.

Dorośli nie pozwalają ci wypłakać się. Bo zakłóca to ich spokój. Dorośli nie pozwalają ci wykrzyczeć się. Bo boli ich głowa. Dorośli nie pozwalają ci wyszaleć się. Bo są zmęczeni.

Dorośli zabierają ci możliwość odkrywania, kim naprawdę jesteś.

Dorośli sadzają cię, żebyś siedział szybciej, niż inne dzieci, choć nie jesteś na to gotowy. Dorośli stawiają cię na nóżki, żeby stał szybciej, niż inne dzieci, choć nie jesteś na to gotowy. Dorośli uczą cię stawiać kroki, żebyś chodził szybciej, niż inne dzieci, choć nie jesteś na to gotowy. Dorośli nie akceptują tego, że masz swój rytm. Że rozwijasz się w swoim tempie. Że potrzebujesz więcej czasu. Dorośli nie chcą, żebyś był inny. Żebyś wykraczał poza podręcznikowe normy. Żebyś nie odstawał od innych dzieci. Dorośli chcą się tobą chwalić. Bo to dowartościowuje ich ego. Chcą ci dać to, czego oni nie mogli mieć. Chcą żebyś był tym, kim oni nie mogli być. Żebyś zrobił to, czego oni nie mogli zrobić.

Dorośli nie pozwalają, żebyś miał swój świat.

Bo nie mogą go kontrolować. Nie mogą mieć na niego wpływu. Nie mogą go ulepszać. Dlatego, gdy idziesz do szkoły, nie zmienia się nic. Dorośli zmuszają cię do uczenia się przedmiotów, których nie lubisz. Do chodzenia na zajęcia, które cię nie interesują. Do bawienia się z dziećmi, które zabierają twoje zabawki. I czasem nigdy ich nie oddają. Nikt cię nie pyta, czego ty chcesz. Bo przecież ty nic nie wiesz o życiu. Nie wiesz, co jest dla ciebie dobre. Nie wiesz, którą drogę wybrać.

Dorośli nie chcą, żebyś szukał swojej drogi.

Nie chcą, żebyś popełniał swoje błędy. Żebyś upadał. Żebyś się podnosił. Dorośli wolą, żebyś był nieszczęśliwy, niż żebyś zaczynał wszystko od zera. Dla dorosłych celem życia jest stabilizacja. Bo stabilizacja jest bezpieczna. Komfortowa. Przytulna. Dla dorosłych celem życia jest zachowanie statusu quo bez względu na okoliczności. Tkwienie w utartych schematach. Trwanie w podjętych decyzjach.

Pewnego dnia stajemy się dorośli.

I nie wiemy, kim jesteśmy. Nie wiemy, gdzie szukać siebie. Nie wiemy, gdzie znaleźć siebie. Nakładamy maski. Chowamy się za wykreowanymi postaciami. Przywieramy do nich. Scalamy się z nimi tak mocno, że zaczynamy wierzyć w to, że są częścią nas.

Wszystkie mądre książki powtarzają, że powinniśmy być sobą. Wszyscy wielcy eksperci motywacyjni powtarzają, że powinniśmy być sobą. Że nie powinniśmy nikogo udawać przed innymi. Że powinniśmy pokazywać innym swoje prawdziwe oblicze. Ale czy to właśnie nie za to dostaliśmy w życiu tyle razy po dupie, bo byliśmy sobą? Bo odsłoniliśmy swoje uczucia. Bo ujawniliśmy swoje nagłębsze ja.

– Bycie sobą wymaga odwagi. Dostosowywanie się, to przejaw tchórzostwa.

Być sobą. To trochę taki utarty frazes. Bo inni nie chcą, żebyśmy byli sobą. Inni chcą, żebyśmy byli tacy, jakimi chcą nas widzieć. Upodabniamy się do innych. Naśladujemy ich. Uzależniamy swoje życie, swój styl, swoje wybory od innych. Chcemy im dorównać. Chcemy być od nich lepsi.

– Ja mam trochę inną sytuację. Przynależę tak jakby do towarzyskiej elity, ale tak naprawdę osoby, z którymi niby się przyjaźnię nie poszłyby za mną w ogień w jakiejś trudnej sytuacji. Z jednej strony jestem po tej lepszej stronie, ale z drugiej to wszystko jest sztuczne.

Granie ról męczy psychicznie. 

Świadomość, że ludzie lubią kogoś, kogo gramy staje się uciążliwa. Świadomość, że za chwilę znów musimy wskoczyć w nieswoje buty staje się kulą u nogi. Świadomość, że inni nas odrzucą, gdy tylko przestaniemy grać w ich gry staje się destrukcyjna.

– Ja znalazłam szczęście i prawdziwe przyjaźnie, gdy pogodziłam się ze swoim dziwactwem. Bycie cool przynosiło mi tylko ból. Bo to nie byłam ja. 

Być sobą. Nie dla innych. Dla siebie. Po to, żeby móc rano spojrzeć sobie w lustrze w oczy i powiedzieć: to ja. Nie najpiękniejszy. Nie najmądrzejszy. Nie najmilszy. Po prostu ja.

Idę poszukać siebie.

Kiedyś wrócę.