Kłócimy się o drobiazgi. Rozstajemy się przez drobiazgi. Niszczymy sobie życie przez nic nie znaczące drobiazgi, które urastają do rangi olbrzymich problemów. Poważne sprawy bywają po prostu zbyt poważne, żeby się za nie zabierać. Żeby o nich dyskutować. Żeby je rozwiązywać. Poważne sprawy spycha się na bok. Na później. Na święty nigdy. Nie chcemy rozmawiać o poważnych sprawach, bo wymagają za dużo czasu. Nerwów. Pokory.

Poważne problemy wymagają przyznania się do swojej części odpowiedzialności za zaistniałe problemy.

Do swojej części udziału. Do swojej części winy. Dlatego czepiamy się o drobiazgi. Bo musimy gdzieś dać ujście negatywnym emocjom. Emocjom, które są niewysłuchane. Niezrozumiane. Nieujawnione. Musimy uzewnętrznić to, co w nas siedzi. Wybieramy jednak metodę, która nie przynosi nic innego, jak potęgującą frustrację. Bo rozwiązywanie drobiazgowych problemów nie rozwiązuje dużych problemów.

W życiu są okresy, kiedy to właśnie pierdoły biorą górę. Kiedy jesteś o wiele bardziej podatny na ich działanie. Kiedy jedno słowo jest w stanie wyprowadzić cię z równowagi. Kiedy wybuchasz z powodu braku oczekiwanej odpowiedzi. Kiedy robisz scenę, bo coś nie poszło po twojej myśli. Bo nie dostałeś tego, czego chciałeś. Bo w twoim życiu zrobiło się za ciasno w twojej nagromadzonej kolekcji negatywnych emocji. Przelał się kielich goryczy. Kielich w którym gromadziłeś niedopite resztki nierozwiązanych problemów.

Zawsze lubiłam powiedzenie kropla drąży skałę. Małymi krokami daleko się zajdzie. Powoli osiągnie się swój cel. Każdego dnia po trochu. Ale to, co pozornie małe może też powoli zabijać. Niszczyć. Oddalać od siebie. Drobne zaniedbania. Małe złośliwości. Niewinne wbijanie komuś igły w miejsce, gdzie najbardziej boli.

– Każdy dzień jeszcze bardziej pogrąża nasz związek. Nie wiem, jak mam sobie z tym poradzić. Czuję, że te wszystkie pierdoły oddalają nas od siebie. Że zapominamy, dlaczego właściwie zaczęliśmy być razem.

Udowodniono naukowo, że kłótnie są zdrowe, bo pomagają oczyścić atmosferę, ale kłótnie w większej ilości psują relacje i prowadzą do ich niechybnego rozpadu. Podobnie, jak unikanie ich. Kłótnie o drobiazgi, to sygnał, że jakiś większy problem pozostaje nierozwiązany. Że jest nieprzegadany. Nieprzepracowany.

Kłótnie o drobiazgi, to moment, w którym najlepiej usiąść samemu i zastanowić się, o co tak naprawdę mi chodzi.

Co tak naprawdę mi przeszkadza. Czego tak naprawdę potrzebuję. Pragnę. Czego mi brakuje. Czego się boję. W którym miejscu czuję się niespełniony.

Przeprowadzono jeszcze jedno badanie, które wskazuje na to, że pary, które się kłócą żyją dłużej. Tylko inaczej ma się sprawa, jeśli kłótnie są konstruktywnie i prowadzą do poprawienia jakości życia, a inaczej, jeśli rozchodzi się o to, że ktoś włożył walizkę do bagażnika poziomo, a nie pionowo. Że ktoś włożył widelec do tej szuflady, a nie do innej. Że ktoś lubi czerwony, a nie czarny.

W życiu są okresy, że denerwuje cię coś, co jeszcze przed chwilą nie miało dla ciebie znaczenia.

Że przeszkadza ci coś, co jeszcze przed chwilą było w jak najlepszym porządku. Że drażni cię to, co jeszcze przed chwilą nie miało dla ciebie negatywnego wydźwięku. Ten okres przychodzi i odchodzi. Tak, jak przychodzą i odchodzą ciemne chmury. Chwilę popada i zaraz się przejaśnia. Ten okres nie jest po to, żeby wylać na kogoś deszcz swoich pretensji, ale po to, żeby wyrzucić to, co ci przeszkadza w miejscu, w którym nikomu nie zrobisz tym krzywdy.

Moim sprawdzonym sposobem na szybkie oczyszczenie się z bzdurnych emocji jest gorący prysznic.

Zmywam z siebie wszystkie absurdalne myśli, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Które są tylko moim wymysłem. Moim odruchem obronnym. Odpowiedzią na atak, który nie został jeszcze zadany. Które są przejawem mojego strachu. Lęku przed utratą czegoś. Po takim gorącym prysznicu powraca racjonalne myślenie. Transparentność widzenia. Zrozumienie, że wszystko rozbija się o nic nie znaczące drobiazgi. O pierdoły, które bezsensownie pochłaniają mój czas. Które bezsensownie zżerają moją energię. Które bezsensownie wysysają ze mnie chęć do życia. Takie małe katharsis pozwala mi spojrzeć świeżym okiem na to, co jeszcze przed chwilą zapowiadało nadejście burzy.

O wiele prościej się żyje, gdy życie zamienia się w żart.

Gdy potrafisz śmiać się z siebie. Gdy podchodzisz z dystansem do siebie. Jestem osobą, która ma talent to popełniania błędów. Tych małych i tych dużych. Z tych dużych zawsze wyciągam wnioski i uczę się. Gdy ktoś wytyka mi te małe, zawsze powtarzam:

– Mam też wiele zalet :)

I chyba o to chodzi w życiu, żeby nie widzieć tylko swoich błędów, ale żeby widzieć też, co jest we mnie dobrego. Żeby nie widzieć u kogoś tylko błędów, ale też co w tej drugiej osobie jest dobrego. Tak jak jest masa rzeczy, które robimy źle, tak też jest masa rzeczy, które robimy dobrze. Albo które chcemy zrobić dobrze, ale nam nie wychodzi.

Zrób sobie chwilę przerwy. Pobądź sam. Wyłącz rozpraszacze uwagi. Zobaczysz, że to, co nieważne uleci. Zobaczysz, że to, co ważne zostanie.


Dziękuję Ci za przeczytanie tego tekstu! Jest mi niezmiernie miło, że poświęciłeś na to kilka minut swojego cennego czasu. Jeśli to, co przeczytałeś podobało ci się lub nie podobało ci się chętnie przeczytam Twoją opinię, jeśli znajdziesz kolejną minutę, aby napisać do mnie na adres kontakt@katemucha.pl.

Jeśli masz jeszcze kilka minut w zapasie, zapraszam do lektury tego tekstu: Zawsze zaczynaj od siebie.