Patrzę na amerykańską demokrację, w której większość głosuje na Clinton, a prezydentem zostaje Trump. Patrzę na rosyjską demokrację, w której za słowo sprzeciwu wobec Putina dostaje się kulkę w łeb. Patrzę na turecką demokrację, w której Erdogan dąży do władzy absolutnej, a naród bije mu brawo. Patrzę na niemiecką demokrację, w której imigrant ma więcej praw, niż obywatel. Patrzę w końcu na polską demokrację, w której po cichu zmienia się ustawy na rzecz grup lobbystycznych. Czy z ludzi robi się idiotów czy oni już są idiotami?

Totalitaryzm w demokratycznej polewie.

– W demokracji, która jest maską dla totalitarnej władzy finansowej elity, liczy się, aby człowiek był głupi. Inaczej nie godziłby się na okradanie siebie na tak dużą skalę i nie bawiłby się w teatrzyk polityczny. 

Co zrobić, aby większość widziała rzeczywistość przez pryzmat mniejszości? Możesz ją albo zastraszyć, albo ograniczyć jej dostęp do edukacji. Zastraszonym i niedouczonym społeczeństwem łatwiej się steruje. Łatwiej się manipuluje. Łatwiej robi się z nich durni. Można zamydlić im oczy byle gównem. Można im zamknąć gębę jedną pogróżką. Dlatego aktywiści regularnie otrzymują ostrzeżenia, że idąc ulicą cegła przypadkiem może im spaść na głowę, a na studiach uczy się pierdół, aby młodzi ludzie mieli jak najmniejsze pojęcie o tym, co dzieje się naprawdę w ich kraju. Aby jak najmniej z nich wyszło na ulicę protestować. Wykształceni studenci to niebezpieczna grupa. Trudniej ich kontrolować w przeciwieństwie do reszty, która swoje życie spędza przed ekranem telewizora i daje sobie wcisnąć każdy możliwy kit.

 Głupota w demokratycznej postaci.

– Moim zdaniem głupie społeczeństwo nie rozumie, że w demokracji wszystko zależy od społeczeństwa, ale jeżeli to społeczeństwo wybierze nieuków, durni, cwaniaków, oszustów, czy kombinatorów na swoich przedstawicieli, to wtedy nic już nie zależy od niego. I tego też głupie społeczeństwo nie rozumie.

Demokracja wmawia ludziom, że wszyscy są równi. Że każdy ma wpływ na rządzenie krajem. Że każdy ma wolność słowa. Jednocześnie jednym przyznaje immunitety, a drugim podwyższa kary za nieprzestrzeganie prawa. Jednym przyznaje dofinansowania, a drugim podwyższa podatki. Jednym przyznaje prawo głosu, a drugich ściga za odmienne zdanie. Wiesz o tym, a jednak się na to zgadzasz. Bo tak naprawdę wcale nie chcesz równości.

Demokracja nie istnieje.

Demokracja, to taki system, który nie istnieje. A jak komuś wydaje się inaczej, to jest naiwny.

Demokracja twierdzi, że decyduje większość. Z tym, że nikogo nie obchodzi zdanie większości. Rządzi mniejszość, która o rządzeniu nie ma żadnego pojęcia. Rządzi mniejszość, która szuka sposobów, aby zniewolić większość tak, żeby ta nie była świadoma swojego zniewolenia. Rządzi mniejszość, której jedynym celem jest napchać jak najwięcej do swojego koryta.

Pijak i profesor dwa bratanki.

– Jaki to ustrój, skoro 51% społeczeństwa może narzucić swą wolę dla 49% ludzi, a menel spod budki z piwem ma takie samo prawo głosu, co profesor? Żuli jest więcej, więc w demokracji dwóch pijaków może przegłosować profesora, bo będą mieli 2/3 głosów. 

Demokracja, to pozorna wolność. Co z tego, że każdy ma prawo głosu, skoro podejmowane lekkomyślnie decyzje prowadzą do jeszcze większego bałaganu. Przeciętny człowiek nie wie, co jest dobre dla ogółu. Przeciętny człowiek wie, co jest dobre dla niego samego. A decydowanie o dobru ogółu przez pryzmat własnych potrzeb i korzyści prowadzi do nieustannego konfliktu interesów. Ilu ludzi, tyle różnych potrzeb. Ilu ludzi, tyle różnych poglądów. Ilu ludzi, tyle różnych wymagań. Ktoś kiedyś powiedział, że państwo jest takie, jak jego mieszkańcy. A jeśli większość mieszkańców stanowią pijacy, którzy mogą decydować o stanowionym prawie, to czego można spodziewać się po woli większości? Niskich cen alkoholu? Dofinansowania bezrobocia? Darmowego przeszczepu wątroby?

Oświecona dyktatura.

– Proponuję dyktaturę. Przynajmniej byłoby wiadomo kto i za co odpowiedzialny.

Dyktatura nie musi być złym systemem, jeśli wymaga, ale i daje prawa. Jeśli nie wiąże się z wyzyskiem, ale z porządkiem. Jeśli stwarza każdemu miejsce pracy. Jeśli umożliwia każdemu jednakowy dostęp do dóbr. Jeśli nie wysyła do więzienia za obronę własną na terenie swojego podwórka. Jeśli każe więźniom zarabiać na własne utrzymanie, a nie pozwala, żeby żyli, jak w hotelu na koszt podatników. Jeśli najwyższe stanowiska obsadza wykształconymi i kompetentnymi osobami, które są specjalistami w danej dziedzinie. Które mają pojęcie o tym, co mówią i robią.

Taki system też nie istnieje. Ale może sprawdziłby się bardziej, niż demokracja. Chyba, że znacie lepszą alternatywę?

Przeczytaj też: Tylko prywatyzacja nas uratuje