Pojawiają się nieproszone i nieproszone znikają. Nie da się nimi manipulować. Wykorzystać. Przekalkulować częstotliwość występowania. Uwielbiają doprowadzać cię do pełnej kompromitacji. Dzięki nim spalisz buraka w najmniej odpowiednim momencie albo zaczniesz mieć nerwowe tiki. Za ich sprawą zachowujesz się nienaturalnie. Jesteś nienaturalnie pobudzony. Mogą cię doprowadzić do rozchwiania emocjonalnego, a nawet do poważnych zaburzeń psychicznych. A mimo to dalej ich pragniesz.

– Jejku, jak ja bym chciała przeżyć taki romans, jak z filmu. Niepewność, tajemnica, ukrywanie się, namiętność i…motylki w brzuchu.

– No przecież masz już faceta od jakiegoś czasu.

– No tak, ale nie ma tej chemii. Nie ma motylków…

Syndrom rozchwiania emocjonalnego.

Z motylkami trudna sprawa. Jak ich nie ma, to z pustego i Salomon nie naleje. Czasem, jednak pojawiają się nie w tych chwilach, w których są potrzebne i nie w stosunku do tych osób, do których byłyby potrzebne. Jednym słowem, motylki nie sługa, choć życie potrafią skutecznie zatruć. Tak, motylki nie są fajne. Boli cię od nich brzuch, serce zaczyna bić arytmicznie, ciśnienie skacze, jak szalone, a i o spaniu nie ma mowy. Przez cały dzień nosisz się z uczuciem, jakbyś za chwilę miał zwymiotować. Pocisz się, jak świnia. Motylki wpływają negatywnie na twój układ nerwowy, który z powodu licznych huśtawek emocjonalnych zostaje poważnie nadwyrężony. Jednym słowem: łapiesz nerwicę żołądka.

Po co komu motylki?

Mimo to motylki były, są i będą pożądane. Bo w żadnym filmie, w żadnej piosence, w żadnej opowieści nikt nie głosi pochwały spokojnego, pełnego harmonii zakochania. Zakochanie utożsamia się z okresem szalonym, pełnym pasji, a najlepiej uwikłanym w możliwie najwięcej skomplikowanych sytuacji, których zakończenie ma obfitować w szczęśliwy happy end. Zapytaj pierwszej w brzegu osoby, o jakim zakochaniu marzy. Założysz się, że nie o stabilnym, przyjacielskim i pozbawionym miłosnych turbulencji?

Czy motylki można sobie wmówić?

Możesz wmówić sobie wszystko. Ale po co? Nic tak nie działa na twoją podświadomość, jak to, że coś się dzieje poza twoją kontrolą. To jest to, co sprawia, że płoniesz, jak burak na czyjś widok. Prawda jest taka, że im bardziej wmawiasz sobie do kogoś uczucia, tym mniej ich jest. Im bardziej negujesz do kogoś uczucia, tym z większą siłą próbują wedrzeć się do twojego życia. Jak chcesz być taki sprytny, to możesz uciec się do podstępu i oszukać swoją podświadomość. Skoro podświadomość odrzuca wszelkie negatywne komunikaty, to dostarczaj jej ich jak najwięcej, aby zamieniły się w pozytywne wydarzenia. Tylko, czy manipulacja w życiu nie prowadzi koniec końców do pustki? A brak przyzwolenia na spontaniczne uczucia do wiecznego niezadowolenia?

Czy można pozbyć się motylków?

Motylki, to trudna sprawa. Jeśli pojawiły się w nieodpowiednim momencie i wobec nieodpowiedniej osoby masz przesrane. Możesz pić melisę litrami. Możesz całe dnie spędzać na medytacji. Możesz totalnie ignorować obiekt zauroczenia. Odwracać od niego swoją uwagę. Zająć się czymś, co skupią całą twoją uwagę. A i tak pójdzie to na nic. Lepiej poszukaj przyczyny. Może jesteś zmęczony dotychczasowym życiem. Może czujesz się niedoceniony. Możesz potrzebujesz zmiany. Może to żadna miłość. Może to po prostu sygnał, że pora przyjrzeć się uważniej swojemu życiu. Nie ma co od razu budować na tym całej filozofii.

Jeśli wciąż pragniesz motylków, porządnie się nad tym zastanów.

Przeczytaj też: Tak bardzo kocham ciebie, bo kocham siebie.