Czasy, w których każdy znał każdego skończyły się bezpowrotnie. Czasy, w których twój sąsiad wiedział o tobie więcej, niż ty sam minęły na zawsze. Żyjesz w czasach, w których nikogo nie interesuje jak żyjesz, z kim żyjesz i po co żyjesz. W czasach, w których jesteś swojemu sąsiadowi zwyczajnie obojętny. I w których twój sąsiad jest zwyczajnie obojętny tobie. Wszystko zrobiło się zwyczajne. Każdy z was żyje swoim zwyczajnym życiem. Każdy z was chce mieć zwyczajnie święty spokój. Każdy z was zamyka się w swoich czterech ścianach. Do czasu.

– Wyobraź sobie, że żyjesz sobie spokojnie, nic nie podejrzewasz, a tuż za twoją ścianą mieszka seryjny morderca.

– Przestań gadać takie rzeczy. Nie strasz mnie.

– No ale pomyśl logicznie. Co ty właściwie wiesz o człowieku, który mieszka obok ciebie?

Nie wiedzieć za dużo.

Rzecz  w tym, że nie chcesz wiedzieć za dużo. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Im mniej wiesz, tym spokojniejsze wiedziesz życie. Im mniej wiesz, tym mniej masz wrogów. Dlatego nie zadajesz sobie trudu, żeby dowiedzieć się, kim jest twój sąsiad, skąd pochodzi i czym się zajmuje. Ta wiedza nie jest ci do niczego potrzebna. To, co dzieje się u niego za ścianą, to także nie twoja sprawa. To, co naprawdę cię interesuje, to żeby nie przekraczał twojej strefy prywatności. Żeby nie rzucał petów na twój balkon. Żeby jego pies nie narobił pod twoimi drzwiami. Żeby nie zakłócał ciszy nocnej.

– Ostatnio obudziła mnie w nocy potężna rodzinna awantura u sąsiadów. Meble chyba latały, wrzaski były pod niebiosa. I tak się wahałam co zrobić: iść tam i spytać czy nie pomóc? Dzwonić po policję? Udawać, że śpię? Mnie już o moje prawo do ciszy nocą nie chodzi, tylko o jakiś ratunek ewentualnie. Ale dla kogo? Ja nawet nie wiem, kto tam jest ofiarą, a kto katem. Obie strony się drą i wyzywają. A jak policję wezwę, to ja zostanę wrogiem i z domu nie wyjdę.

Obojętność rodzi krzywdę.

Tak właściwie to co cię obchodzi, że sąsiad spod dwójki bije żonę. Albo że sąsiadka spod siódemki urządza w mieszkaniu burdel pod nieobecność męża. Albo że dzieci sąsiada z parteru chodzą brudne i głodne. To nie twoja sprawa. Jak się odezwiesz, narobisz sobie kłopotów. A to i tak nic nie zmieni. Dlatego decydujesz się udawać ślepego. Głuchego. Wiecznie czymś zajętego. Odwracasz wzrok. Wkładasz słuchawki w uszy. Przyspieszasz kroku. Zagłuszasz czyjeś krzyki. Wołanie o pomoc. Najlepiej rozmawiać o neutralnych sprawach. O pogodzie. O podwyżkach cen za prąd. O braku miejsc parkingowych. Przecież, gdyby komuś naprawdę działa się krzywda, to prędzej czy później ktoś by zainterweniował.

Często jest tak, że ci, którzy są w środku bardziej boją się zadzwonić po policję, niż ty. I czasami jesteś jedyną deską ratunku.

– Bałabym się zgłosić cokolwiek na policję, jeśli mieliby ujawnić moje dane. Biorąc pod uwagę, że ten ktoś za ścianą robi sajgon swojemu partnerowi, to boję się pomyśleć, co mógłby zrobić mi. Za wtrącanie się w nieswoje sprawy sąsiedzi otruli moim znajomym psa.

Bo mnie to nie dotyczy.

Zamykasz się w swojej sferze komfortu. Nie reagujesz. Udajesz, że nic się nie dzieje. Nawet w Rosji zmniejszyli ostatnio wymiar kar dla mężczyzn, którzy znęcają się fizycznie nad swoimi partnerkami. Czyli nie ma problemu. Wszystko zamyka się w ramach wzlotów i upadków wspólnego pożycia. Do takich spraw się nie wtrąca. O takich sprawach się nie wypowiada. W takich sprawach się nie zwraca uwagi. Każdy skrobie swoją rzepkę. Skoro kobieta pozwala się bić, to najwyraźniej jest jej tak dobrze. Skoro kobieta broni swojego męża tyrana, to najwyraźniej jest jej tak dobrze. Skoro sama nie wzywa policji, to najwyraźniej jest jej tak dobrze.

– Ja dzwonię zawsze. Mieszkając tyle lat w bloku interweniowałam wielokrotnie. Sąsiad m. in. chciał siekierą zarąbać żonę. Trzeba reagować, bo ludzie są obojętni. Znieczulica jak cholera. Ja reaguję w każdej sytuacji, czy to napad padaczkowy na przystanku, czy próba włamania. Dzwonię też, jak przy minusowej temperaturze pijany śpi na przystanku. Zwykle mam z tego więcej problemów, niż pożytku, ale nie wyobrażam sobie postępować inaczej, bo tak mnie wychowano. Ostatnio babcia przed osiemdziesiątką wybrała się na zakupy w centrum i upadła. Leżała na chodniku, nie dała rady wstać i przez 15 minut nikt nawet się nie zatrzymał. Dlatego postępuję inaczej, nie chce żyć w takim społeczeństwie!

Seryjny morderca.

Wyobraź sobie, że w twoim bloku lub na twoim osiedlu mieszka seryjny morderca, gwałciciel lub pedofil. Przez wiele lat pozostaje incognito. Nie zwraca na siebie uwagi, nie prowokuje swoim zachowaniem żadnych podejrzeń, wydaje się nieszkodliwy. Nikt o nim nic nie wie i wiedzieć nie chce. Za to on wie wszystko o wszystkich. Przez lata bezkarnie wyrządza krzywdę. Każde dziecko, każda nastolatka, każda młoda kobieta mogą w każdej chwili paść jego ofiarą. Czy dalej chciałbyś żyć w nieświadomości, kim jest człowiek, który mieszka ścianę obok? Gdy seryjny morderca zostaje ujawniony, otwierają ci się oczy. Stukasz się w czoło i zastanawiasz, jak mogłeś nie widzieć tego, co działo się pod twoim nosem. Jak mogłeś nie reagować na wysyłane sygnały. Przyjeżdża telewizja. Padają te same słowa, co zawsze:

– Przecież to był taki spokojny człowiek. Nikt nie podejrzewał, że mógłby być zdolny do czegoś takiego.

Przełamanie lodów.

Dopiero w obliczu wspólnej tragedii, wspólnego zagrożenia, wspólnych interesów osoby mieszkające w tym samym bloku lub na tym samym osiedlu znajdują czas, żeby porozmawiać. Nagle znajdują wspólne tematy. Zbliżają się do siebie. Organizują pomoc dla poszkodowanych. Decydują się na straż sąsiedzką. W grupie odnajdują poczucie bezpieczeństwa. Zdają sobie sprawę, że w grupie są silniejsi. Że w grupie żyje się lepiej. Przyjemniej. Zaczynają tworzyć prawdziwą wspólnotę. Zaczynają mieć wspólne cele. Zaczynają pukać do sąsiedzkich drzwi z prośbą o pomoc.

Nigdy nie wiesz, czy twój sąsiad nie stanie się kiedyś twoim najlepszym przyjacielem.

A jak wyglądają twoje relacje z sąsiadami?

Przeczytaj też: Uważaj. Złodzieje są wszędzie.