Boisz się zwrócić uwagę. Wolisz siedzieć cicho. Nie zbliżać się. Nie wyrażać głośno swojego zdania. Choć pewne sytuacje cię irytują, wolisz nie prowokować konfliktu. Unikasz konfrontacji. Unikasz jej ze strachu przed porażką. Bo przecież to i tak nic nie zmieni. Po co zaczynać. To nie ma sensu. Jeszcze nabawisz się kłopotów. Tylko, że unikanie kłopotów rodzi jeszcze większe kłopoty.

Mam prawo.

Stań po drugiej stronie lustra. Twierdzisz, że jest wolność robienia tego, co się chce. I masz rację. Że nikt nie ma prawa mówić ci, co możesz, a co nie. I masz rację. Że twoja osobista wolność powinna być respektowana. Wszystko jest super, tylko zapominasz, że twoja wolność często staje w sprzeczności z wolnością innych. Bo jeśli masz ochotę w południe urządzić sobie dyskotekę przy otwartych szybach swojego auta w miejscu publicznym, to inni mają tego słuchać albo pójść sobie w inne miejsce. Że jeśli masz ochotę w tramwaju opowiadać przez telefon szczegóły swojego prywatnego życia, to inni mają tego słuchać, włożyć sobie słuchawki do uszu albo wysiąść. Że jeśli masz ochotę zapalić papierosa w ogródku kawiarni mimo, że obok siedzi kobieta w ciąży, to ma to wdychać, przesiąść się albo wracać do domu. Że jeśli masz ochotę porzucać soczystymi wyzwiskami w parku, opowiadając kumplowi o głupocie swojego szefa mimo, że obok bawią się rodzice z małym dzieckiem, to ich problem, że znajdują się w niewłaściwym miejscu i czasie.

I co z tego?

Chcesz demonstrować innym swoją wolność. Chcesz, żeby wiedzieli, że masz w nosie reguły. Zasady. Dobre maniery. Ale, gdy ktoś robi to samo względem ciebie, jesteś oburzony. Tak właśnie jest z wolnością. Chcesz jej dla siebie. Masz gdzieś wolność innych. Masz prawo mówić źle o innych, ale inni nie mają prawa mówić źle o tobie. Masz prawo wytykać czyjeś błędy, ale inni nie mają prawa wytykać twoich. Masz prawo mówić innym, jak mają żyć, ale inni nie mają prawa mówić, jak ty powinieneś żyć. Taka to wolność słowa. Niby ktoś kiedyś o niej słyszał, ale nikt nie widział. Niby jest, a na każdym kroku cenzura.

Reagujesz czy nie reagujesz?

– Idziesz z dzieckiem do supermarketu, a na parkingu przed wejściem stoi auto z otwartymi szybami. Na miejscu pasażera siedzi nastolatek, a kierowcą jest jego ojciec. Ze środka auta dobiega na cały regulator kawałek: „Dziwko, spuszczę ci się i nara”. 

Reagujesz czy nie reagujesz? Takie pytanie zadałam ostatnio na Fanpage’u. Okazuje się, że g*wna lepiej nie ruszać.

1

– No a co można zrobić z takimi debilami? Uświadomić słowną reprymendą? To jest podobna kwestia odnośnie gówniarzerii chodzącej ze smartfonami, która odtwarza głośno muzykę. Można reagować, tylko jaki jest tego sens? Ten ktoś i tak nie zrozumie naszego podejścia.

Masz rację. Reakcja może nic nie zmienić. Ale brak reakcji na pewno nic nie zmieni. Brak reakcji, to przyzwolenie na buractwo, chamstwo i prostactwo. Masz rację, że ktoś może sobie nic nie zrobić z twojego komentarza. Masz rację, że ktoś może nie zrozumieć twojego podejścia. Masz rację, że ktoś może ci odpyskować i dalej robić swoje. Tylko, że w dzisiejszym świecie brak reakcji na drobne przegięcia skutkuje brakiem reakcji na duże przegięcia. A potem budzisz się nagle w kraju, gdzie właśnie skończyła się demokracja. Nie wiesz, co się dzieje. Nie wiesz, jak do tego doszło. Wszystko przespałeś.

Samo się nie posprząta.

– Ale reakcja też nie przyczyni się do rozwiązania problemu. Bo tutaj chodzi o kwestię wychowania i poziomu, jaki ktoś reprezentuje.

I znowu masz rację. Tylko dlaczego w sytuacji, gdy ktoś narusza twój spokój, to ty masz się ewakuować. Dlaczego to ty masz odchodzić ze spuszczoną głową. Dlaczego to ty masz ustępować miejsca. Dlaczego masz utwierdzać kogoś w przekonaniu, że wypinanie się na wolności innych jest społecznie tolerowane. Mijanie gówna nie sprawi, że samo zniknie. Mijanie każdego nowego gówna kończy się tym, że żyjesz w smrodzie. Nie masz czym oddychać. I w końcu podejmujesz decyzję, że to ty musisz się wynieść. Bo jeśli coś ci nie pasuje, to ty masz się wynosić. A powinno być odwrotnie. W twoim kraju też. To nie ty powinieneś wynosić się z kraju, w którym ktoś postanowił, że się wypnie na wolności innych.

Niepoważne kwestie.

– W przeciągu ostatnich 3-4 lat wzywałem jakieś 5-6 razy służby ratownicze, pogotowie, policję do jakiś najebanych kolesi. Sam zawsze noszę przy sobie rękawiczki lateksowe. Zawsze reaguję, gdy widzę kogoś nietrzeźwego leżącego mimo, że masę osób mija tego człowieka przede mną i nic nie robią. Zawsze reaguję na takie kwestie, bo to są poważne kwestie.

Nie zdziwi cię zapewne, jak powiem, że znów masz rację. To są poważne kwestie. Ale kwestie, które z pozoru wydają się niepoważne, mogą wcale takie nie być. Jakiś czas temu stałam w kolejce do bramki przed wejściem do samolotu. Za mną stał mężczyzna, który już na pierwszy rzut oka wyglądał dziwnie. W starych, zniszczonych łachmanach. Miał obłędny wzrok. Porwane kawałki papieru darł na jeszcze mniejsze kawałeczki, a pod nosem rzucał wyzwiska:

– Pieprzone niemieckie świnie! Zabiję was kiedyś wszystkich!

Nikt nie reagował. Wszyscy po cichu wymieniali się spostrzeżeniami, że coś jest z tym mężczyzną nie w porządku, ale nikt nie kiwnął palcem, żeby coś z tym zrobić. Zerknęłam na reklamówkę, która stała obok mężczyzny zamiast bagażu podręcznego. Było tam pełno porwanych biletów. Ludzie robili się niespokojni, ale dalej stali, jak wryci, nie wiedząc, co zrobić. Ja też nie wiedziałam, co zrobić. Ale wiedziałam jedno. Byłam przerażona perspektywą podróżowania samolotem z niepoczytalnym człowiekiem. Podeszłam do obsługi i trzęsącym się głosem opisałam całe zajście. Wezwano szefa zmiany i policję. Już po wstępnej rewizji okazało się, że mężczyzna naprawdę miał jakieś problemy z psychiką. Dopiero po zabraniu go inni pasażerowie zaczęli otwarcie rozmawiać z pracownikami lotniska o swoich obserwacjach. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego mimo tak restrykcyjnej kontroli podczas odprawy nikt nie zwrócił na niego uwagi.

Czy da się coś z tym zrobić?

– Odpowiem dyplomatycznie. Da się, ale nie z każdym przypadkiem. Będą sytuacje, gdzie ingerencja się uda, a będą sytuacje, gdzie plan spali na panewce.

Będę konsekwentna i powiem, że masz rację. Nie zawsze się uda. Nie zawsze coś się zmieni. Nie zawsze smród zniknie nawet, gdy posprząta się gówno. Tylko bagatelizowanie tych „niepoważnych” kwestii sprawia, że jesteś pasywnym graczem. Siedzisz przed ekranem telewizora czy komputera i narzekasz, jak jest źle. Stękasz, że kiedyś było lepiej. Tak, było lepiej, ale dlatego, że jak pojawiał się problem, to ludzie chwytali za widły i całą wsią szli temu zaradzić. A dzisiaj jesteśmy pojedynczymi pionkami. Pionek boi się samotnie stawić czoła silniejszemu jeźdźcy. Ale, gdyby zebrał resztę pionków z szachownicy, to jeździec nie miałby szans.

Przeczytaj też: Nie reaguję bo mnie to nie dotyczy.