Nie umiem cieszyć się życiem. Nie umiem myśleć pozytywnie. Nie umieć być pewny siebie. Nie umiem czuć się atrakcyjnie. Nie umiem mieć dystansu do siebie. Nie umiem uwierzyć, że jestem ciekawą osobą. Nie umiem się uśmiechać. Nie umiem czerpać radości z życia. Nie umiem być towarzyski. Nie umiem być otwarty. Nie umiem wyjść do ludzi. Nie umiem dać szczęścia innym. Nie umiem żyć tak, jak pokazują kolorowe gazety. Nie umiem poradzić sobie ze światem. Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego nie umiem.

Wiem ale nie potrafię.

– Nie umiem, nie wiem, nie potrafię, to pierwsza oznaka, że życie zaczyna wygrywać z tobą walkowerem.

Wiesz, że użalanie się nad sobą jest bezsensowne, ale nie potrafisz inaczej. Wiesz, że marudzenie jest bezproduktywne, ale nie potrafisz tego zmienić. Wiesz, że niszczysz swoje życie bezczynnością, ale nie potrafisz jej pokonać. Stoisz w miejscu. Czujesz, że coś cię dusi. Nie pozwala ci swobodnie oddychać. Dźwigasz ciężar swojej bezsilności wobec czegoś, czego nie potrafisz nawet nazwać. Problemy zamiatasz pod dywan, żeby nie musieć się z nimi mierzyć. Żeby nie musieć się mierzyć ze swoimi słabościami. Z prawdą o sobie samym. Bo to oznaczałoby, że musiałbyś coś z tym zrobić.

Nie próbuję bo nie umiem.

– Nie umiem im wybaczyć za to, co mi kiedyś zrobili.

– A próbowałaś?

– Nie, bo nie umiem.

– No to spróbuj.

– No przecież ci mówię, że nie umiem.

Tak na prawdę wcale nie chcesz wybaczyć. Nie chcesz uwolnić się od cierpienia. Nie chcesz odciąć się od pewnych wydarzeń, od pewnych ludzi, od pewnych uczuć. Przyzwyczaiłeś się do nich. Zasłaniasz się nimi, żeby nie musieć iść krok naprzód. Żeby nie okazało się, że to ty jesteś odpowiedzialny za swoje własne szczęście. I że to do ciebie należy, by o nie samemu zadbać. Nie chcesz wybaczyć, bo to wiązałoby się z koniecznością przewartościowania swojego życia. Zmiany priorytetów. Przyznania, że od tej pory nie ma nikogo, kogo mógłbyś obarczyć odpowiedzialnością za własne niepowodzenia. Dlatego obstajesz przy tym, że nie umiesz. Nie potrafisz. Bo to za trudne.

Nie potrafię bo to za trudne.

– Nie będę studiować wymarzonej medycyny, bo to za trudne, a ja za mało zdolna.

Choć nie wykonałeś jeszcze ani jednego kroku, już wiesz, że nie dasz rady. Że to dla ciebie za trudne. Że nie podołasz. Chciałbyś przez życie przejść lekką ręką. Ominąć dziury w drodze. Uniknąć porażek. Upadków. Dlatego wybierasz zawsze łatwiejszą drogę. Pewniejszą. Taką, która nie wymaga podejmowania ryzyka. Taką, która nie wymaga konieczności walki. Konfrontacji. Wysiłku. Wszystko, co wymaga opuszczenia twojej strefy komfortu, nazywasz trudnym. Nowe, to zagrożenie. Zmiany, to zagrożenie. Niepewność. Poczekasz jeszcze. Jeszcze zobaczysz. Przemyślisz. Może innym razem. Może później. Może kiedyś. Może nigdy.

Może kiedyś.

– Czekając na to, co będzie omija cię teraźniejszość. Nic tak naprawdę nie będzie potem. Ciągle będziesz czekać na coś innego. I tak minie ci życie.

Żyjesz w zawieszeniu. Czekasz, aż będziesz szczęśliwy. Czekasz, aż nadejdą lepsze dni. Czekasz, aż coś przełomowego wydarzy się w twoim życiu. Może kiedyś się uda. Może kiedyś wszystko się zmieni. Może kiedyś będzie lepiej. Ale nie robisz nic, żeby było lepiej. Jesteś bierny. Pasywny. Masz pretensje do losu, bo nie dostajesz tego, co chcesz. Bo zabawka, której pragniesz znajduje się na najwyższej półce i nie ma nikogo, kto mógłby ci ją podać. Więc czekasz. Na dole. Nie szukasz drabiny. Nie wołasz pomocy. Nie wzywasz sprzedawcy. Po prostu czekasz. Może kiedyś ktoś przyjdzie. A życie ucieka ci przez palce.

Za późno.

– Nie potrafię zmienić swojego życia. Obawiam się, że już na to za późno.

– Czyli co, nie zrobisz nic przez następne 60 lat, tylko będziesz powtarzać, że już za późno? Za późno to jest na łożu śmierci. Wtedy rzeczywiście trudno.

Nie będę miał przyjaciół, bo jest już na to za późno. Nie założę rodziny, bo jest już na to za późno. Nie znajdę wymarzonej pracy, bo jest już na to za późno. Przegapiłem swoją szansę. Nie jestem tego wart. Nikt ze mną nie wytrzyma. Żadna inna praca nie będzie mnie cieszyć. Już zawsze będę nieszczęśliwy. Jestem skazany na przeciętność. Stop. Za późno, to zaściankowe podejście. Kolejna wymówka, gdy wszystkie inne się skończyły. Czy istnieje za późno dla człowieka, który w wieku siedemdziesięciu lat zdobywa medal olimpijski? Czy istnieje za późno dla człowieka, który w obliczu nieuleczalnej choroby pakuje walizki i udaje się w podróż dookoła świata? Czy istnieje za późno dla człowieka, który nagle porzuca znienawidzoną pracę i zaczyna realizować swoje pasje?

Od czego zacząć?

– Ciężko mi cokolwiek zmienić. Nawet nie wiem, od czego zacząć.

Krok po kroku. Zacznij od jednej rzeczy. Zacznij od jednej małej rzeczy. Potem drugiej. Trzeciej. Z każdą kolejną będzie coraz prościej. Najgorszy jest pierwszy upadek. Potem boli mniej. Potem wstaje się łatwiej. Odpowiedz sobie na pytanie, czego właściwie się boisz? Od czego uciekasz? Ile z twoich problemów, to realne problemy? Pamiętaj, że większość z nich jest wytworem twojej wyobraźni. To ty zasadziłeś je w swoim życiu i to ty własnymi rękami musisz je wyrwać. Nie chowaj ich w sobie. Mów o nich. Rozmawiaj o nich. Zobacz, jakie są absurdalne. Zobacz, jak długo męczyłeś się z nimi mimo, że nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Pomyśl, ile czasu marnujesz każdego dnia na zamartwianie się. Na powtarzanie: nie umiem, nie potrafię, nie wiem. Ten czas zainwestuj w pracę nad sobą. W wyrabianie nowych nawyków. W wybaczanie starych uraz. W tworzenie lepszego życia.

Nie odkładaj tej inwestycji na jutro. Zacznij od teraz. Szybko, bo czas ucieka!

Przeczytaj też: Nie uda ci się.