– Ej lala…cmok, cmok…patrzcie, jaka laska…halooo…piękna pani…buzi, buzi…

Stalking.

To ostatnio modne pojęcie. Używa się go w odniesieniu do tych, którzy bez zezwolenia przekraczają strefę osobistą drugiej osoby, powodując w niej poczucie psychicznego dyskomfortu. Utarło się, że stalkerów utożsamia się z chorymi umysłowo prześladowcami, którzy czatują w krzakach na swoją ofiarę, obserwują ją 24 h na dobę, wysyłają listy lub smsy z pogróżkami. Natomiast stalking, jak wszystko na tym świecie, przejawia się również w zwykłych, codziennych warunkach.

Porozmawiajmy o ulicznym stalkingu.

Prostactwo robotników drogowych, tudzież budowlanych od lat wprawie mnie w osłupienie. O ile poniekąd łatwiej mi zrozumieć niezdarne próby zwrócenia uwagi na siebie przez żołnierzy, o tyle wydaje mi się, że ci drudzy robią to przynajmniej w bardziej cywilizowany sposób. I nawet nie mam im tego za złe, bo biedni siedzą zamknięci miesiącami w koszarach, więc czemuż się dziwić, że widok kobiety urasta dla nich do rangi wydarzenia dnia. Natomiast na znakomitą większość pracowników fizycznych czekają w domu żony, dziewczyny, czy kochanki. A widok kobiet na ulicy stanowi dla nich chleb powszedni.

Dlaczego?

Dlaczego, więc spragnieni na co dzień damskiej obecności żołnierze potrafią w bardziej godny sposób okazywać swoją fascynację, natomiast uraczeni sporą dawką kontaktu z kobietami robotnicy nie są w stanie utrzymać ani języka, ani wstrętnego spojrzenia na wodzy?

Wykształcenie?

Nie jest to bynajmniej kwestia poziomu wykształcenia, bo i do wojska zgłaszają się panowie tuż po ukończeniu szkoły zawodowej. Nie jest to też kwestia pochodzenia, mając na uwadze fakt, że zachowanie miejskich budowlańców, czy drogowców w niewielkim stopniu odbiega od ich kolegów po fachu z wiejskich terenów. Przychodziły mi nawet do głowy pomysły, że panom pracującym na budowach daleko do atrakcyjności wskutek czego próbują zrekompensować sobie niedostatek kobiecego zainteresowania, ale i to nie ma racji bytu, bo widuje się tam wielu osobników niczego sobie.

O co więc chodzi?

Po długich przemyśleniach dochodzę do wniosku, że mężczyźni, jak zwykle dążą do zaspokojenia potrzeby męskiej solidarności. Praca, zwłaszcza ciężka, wymaga rozrywki, a że najstarszą rozrywką mężczyzn są kobiety, dlatego solidarni we wspólnych gwizdach, komentarzach i innych formach werbalnego prześladowania żeńskiej części przechodniów stwarzają sobie okazję do oderwania uwagi od monotonnej pracy. Podobnie, jak w przypadku nieśmiertelnej przerwy na fajeczkę, czy zbiorowej analizy przejeżdżających aut.

Wywołać reakcję.

Ponadto tacy panowie wyposażeni są w nowoczesnej generacji czujniki wyłapujące najmniejsze przejawy zażenowania u przechodzących pań. To tak, jak z ekshibicjonistami. Wszystko dla frajdy. Wywołanie reakcji, to cel, który ma doprowadzić do prymitywnej formy samozadowolenia ze swoich pseudo-zabawnych zagrywek. Dlatego brak reakcji stanowi jeszcze większy bodziec do działania.

Obojętność?

95% kobiet udaje, że nie zwraca uwagi na prostackie zaczepki, co potęguje próby zwrócenia na siebie uwagi, które zahaczają wręcz o fizyczne przejawy natręctwa. Jakiekolwiek formy złości podwyższają zdolność tych panów do coraz bezczelniejszych zachowań. Im bardziej spięta wydaje się być kobieca reakcja na nieznośne podrywy, tym bardziej nachalna okaże się adoracja.

Najprostsze rozwiązania często okazują się najbardziej skuteczne.

Trzeba działać z zaskoczenia. Skoro panowie nie spodziewają się żadnej reakcji, należy zareagować w nieoczekiwany sposób. A przede wszystkim doprowadzić do skompromitowania osobnika w towarzystwie kolegów.  Używanie przekleństw niczemu nie służy, wszakże świadczy to o bezsilności ofiary. Natomiast zastosowanie pikantnego lub w ostatecznym wypadku wulgarnego żartu, który upokorzy faceta może okazać się zbawienne. Może też doprowadzić do zemsty, ale w większości przypadków przynajmniej na jakiś czas zamknie paszczę jurnemu samcowi.

Humor.

Nic tak nie rozkłada na czynniki pierwsze, jak poczucie humoru, więc nie wahajcie się użyć tej broni!

Przeczytaj też: Po co komu dziewczyny na politechnice?