Wcale nie jestem zazdrosny. Ja tylko bronię tego, co moje. Wyczuwam najmniejsze zagrożenie. Atakuję, gdy ktoś ośmieli się naruszyć mój teren. Nie odpuszczę dopóki nie pozbędę się rywala. Wcale nie jestem zazdrosna. Ja tylko nie ufam innym kobietom. Znam je. Wiem do czego są zdolne. Wiem na co je stać. W końcu jestem jedną z nich.

Kontrola musi być.

— Może mieć kolegów ilu chce, ale żadnej koleżanki. Wolę chuchać na zimne.

Chcesz mieć nad wszystkim kontrolę. Trzymać rękę na pulsie. Nie lubisz być niemiło zaskakiwany. Nie chcesz dowiedzieć się ostatni. Nie chcesz być ofiarą. Chcesz być panem sytuacji. Wolisz uprzedzać wydarzenia. Dać sobie czas na przemyślenie strategii obronnych. Uniknąć pochopnych decyzji. Nie dać się ponieść emocjom. Nic nie może umknąć twojej uwadze. Dlatego ukradkiem sięgasz po jego telefon. Najpierw mimowolnie zerkasz. Po kilkunastu sekundach buszujesz w poszukiwaniu najmniejszego śladu zbrodni. Sprawdzasz listę połączeń. Czytasz wiadomości. Skanujesz ostatnio przeglądane strony. Inwigilujesz Facebooka. Studiujesz konwersacje na Messengerze. Analizujesz, kto polubił jego zdjęcia na Instagramie. Zastanawiasz się, kim jest ta nowa koleżanka, która komentuje wszystkie jego wpisy. Włącza ci się czerwona lampka. Pora na małe śledztwo.

Czujność przede wszystkim.

– Może przez to, że sam kiedyś zdradziłem, teraz boję się, że ona mogłaby zrobić to samo.

Każdy niespodziewany telefon budzi w tobie podejrzenia. Nadstawiasz ucha, by wyłapać strzępki rozmowy. By wyczuć, czy przypadkiem nie ściszy głosu. Czy nie zaśmieje się zbyt głośno. Czy nie zacznie używać zaszyfrowanych haseł. Czy nie będzie musiał niespodziewanie wyjść. Bo coś się zepsuło w pracy. Bo kolega potrzebuje pomocy. Bo kot sąsiadki utknął na drzewie. Irytuje cię, gdy jego telefon wibruje co kilka sekund. Z kim tak pisze? O czym? I dlaczego o tej porze? Chcesz wiedzieć, ale boisz się zapytać. Żeby nie zarzucił ci zazdrości. Sprawdzisz później. Przecież robisz to dla obopólnego dobra. Zaufanie zaufaniem, ale nigdy nie wiadomo. Lepiej stłumić pożar w zarodku. Co by nie spalić pieczołowicie budowanego od lat domu.

Gdy pojawia się zagrożenie.

Jako, że zagrożenie wymaga natychmiastowego działania stosujesz cztery metody pilnowania partnera. Nadzór kuratorski, szantaż emocjonalny, areszt domowy i amatorskie szpiegostwo. Umówił się na spotkanie, które jest ci nie na rękę? W pierwszej kolejności próbujesz się na nie wprosić.

– Jak to idziesz sam? Wstydzisz się mnie? Masz coś do ukrycia? Nie chcesz, żebyśmy byli razem widywani?

Jeśli uda mu się z tego wykręcić, stosujesz szantaż emocjonalny:

– Proszę bardzo, idź sobie. W takim razie ja się umówię z X, pójdę do Y i zrobię Z.

Jeśli szantaż nie zrobił na nim wrażenie, pora na areszt domowy:

– Cholera, ale mnie mocno boli brzuch! Chyba nie zostawisz mnie w takim stanie? Ałaaaa…

Jeśli powyższe metody zawiodły, wynajmujesz na wieczór koleżankę, która przypadkiem znajdzie się w odpowiednim miejscu i czasie, żeby zrelacjonować ci bieg wydarzeń w wersji live. Aż w końcu zostajesz przyłapany na gorącym uczynku. Pora na wyjaśnienia.

Nie chcę o tym rozmawiać.

– Niewiele osób potrafi w konstruktywny sposób porozmawiać z partnerem o swoich obawach, traktując to jako przejaw słabości. Idealnie byłoby rozmawiać o powodach zazdrości, gdy tylko pojawi się w naszym życiu, a nie dusić ją w sobie tylko po to, by później zamieniła się w nienawiść.

Nieprzegadane obawy są destrukcyjne dla twojego związku. Po cichu drążą dziurę. Nie rozmawiasz o nich, bo wstydzisz się bycia posądzonym o zazdrość. Nie chcesz, żeby zarzucano ci, że masz jakieś kompleksy. Że niepotrzebnie tworzysz problemy. Ale brak rozmowy nie chroni cię przed nimi. Brak rozmowy sprawia, że będziesz się ich wszędzie doszukiwać. Każda najmniejsza pierdoła będzie cię przyprawiać o nerwowe zgrzytanie zębami. O zaciskanie pięści. O migrenowy ból głowy. Brak rozmowy nie uchroni cię przed tym, czego się boisz. Wręcz przeciwnie. Pogłębi twoje lęki. Wyolbrzymi niegroźne wydarzenia. Zniszczy relację, choć wcześniej bałeś się, że zrobi to ktoś inny.

Czego się naprawdę boisz?

Jason Hunt słusznie zauważył, że nie ma czegoś takiego, jak odbijanie partnerów czy rozbijanie związków. Jesteś zazdrosny nie z powodu realnego zagrożenia. Jesteś zazdrosny, bo boisz się bycia opuszczonym. A skoro boisz się bycia opuszczonym, to znaczy że wierzysz w to, że mógłbyś okazać się dla swojego partnera niewystarczająco dobry. Że mógłby pojawić się ktoś lepszy od ciebie. Stajesz się niepewny swojej pozycji. Niepewny tego, co znaczysz. Niepewny tego, czy jesteś wart, by z tobą być. Czy rozumiesz już gdzie tkwi problem? Boisz się upokorzenia. Boisz się, że poczujesz się zerem. Boisz się plotek. Boisz się, że będzie się nad tobą litować rodzina, znajomi i połowa osiedla. Boisz się, że będziesz musiał po cichu kasować wspólne zdjęcia z Facebooka. Zmienić status. Ułożyć sobie na nowo życie. Tłumaczyć całemu światu, dlaczego jesteś sam. Bo przecież bez swojego partnera jesteś nikim, prawda? Tylko z nim coś znaczysz. Tylko u jego boku jesteś widoczny. Tylko dzięki niemu żyjesz.

To ty się liczysz.

– Kiedy pojawia się we mnie uczucie zazdrości, idę na fitness, żeby w każdej chwili wiedział, co może stracić. Przechodzi mi, jak ręką odjął.

Naprawdę nie ma znaczenia, co robi, myśli, z kim się spotyka twój partner. Nie musisz się o to martwić. Przecież, jeśli coś się stanie, to on będzie na tym stratny. Martw się o to, co ty robisz. Ile z siebie dajesz. Jak bardzo się starasz. Po co masz zachodzić w głowę, czy jesteś dla kogoś wystarczająco dobry? To dla siebie masz być wystarczająco dobry. To ze sobą masz się dobrze czuć. Dla siebie coś znaczyć. Życie oglądane z takiej perspektywy staje się banalnie proste. Przyjemne. Satysfakcjonujące. Bo przestajesz zadręczać się durnotami. Siedzieć na szpilkach. Szukać pretekstu do kłótni. Bo wtedy rozumiesz, że twój partner wybrał ciebie mimo, że mógł wybrać kogoś innego. Że jest z tobą mimo, że mógłby odejść do kogoś innego. Że spędza teraz czas z tobą mimo, że mógłby go spędzać z kimś innym.

Wtedy rozumiesz, że może jednak znaczysz dla niego więcej, niż ci się wydaje.

Przeczytaj też: Tak bardzo kocham ciebie, bo kocham siebie.